Mama i ja - part 2
Posted in Mamusia on 01:50 by A.
właśnie się zastanawiam co przeraża moją mamusię bardziej - fakt, że jadę do Japonii czy to że idę na wiejskie wesele xD
nauki z dram płynące
Posted in Arashi, Super Junior on 23:56 by A.
czasami z dramy można nauczyć się czegoś mądrego lub czegoś o sobie. Oglądałam dzisiaj drugi odcinek "Bartender" z Aibą. I co prawda odnosiło się to drinka i do baru, ale chodziło o usłyszenie najważniejszego głosu ze swojego serca.
I tak sobie pomyślałam... że być może dlatego nie jest dla mnie bolesne oglądanie zdjęć czy nagrań z koncertu w Yokohamie, bo w głębi serca wiedziałam że nie tak ma być. Że pomimo iż kocham Super Junior całym swoim sercem i są kawałkiem mnie to nie oni mieli być pierwsi. Nie wiem na ile moje serce ma rację, ale mówi mi że to właśnie koncert Arashi powinien być tym moim pierwszym. Oni byli moim pierwszym ukochanym zespołem, oni czekali na to półtora roku (a koncert pewnie będzie już bliżej dwóch lat).
Na ile kierują mną hormony, nie wiem. Dziś mało się nie popłakałam jak sobie pomyślałam, że za pół roku prawdopodobnie usłyszę ukochanego Juna jak krzyczy "Hey! Kokuritsu/Tokyo".
I nikt nie powiedział, że na Super Show 4 nie pojadę ;-)
I tak sobie pomyślałam... że być może dlatego nie jest dla mnie bolesne oglądanie zdjęć czy nagrań z koncertu w Yokohamie, bo w głębi serca wiedziałam że nie tak ma być. Że pomimo iż kocham Super Junior całym swoim sercem i są kawałkiem mnie to nie oni mieli być pierwsi. Nie wiem na ile moje serce ma rację, ale mówi mi że to właśnie koncert Arashi powinien być tym moim pierwszym. Oni byli moim pierwszym ukochanym zespołem, oni czekali na to półtora roku (a koncert pewnie będzie już bliżej dwóch lat).
Na ile kierują mną hormony, nie wiem. Dziś mało się nie popłakałam jak sobie pomyślałam, że za pół roku prawdopodobnie usłyszę ukochanego Juna jak krzyczy "Hey! Kokuritsu/Tokyo".
I nikt nie powiedział, że na Super Show 4 nie pojadę ;-)
money
Posted in on 22:34 by A.
Chyba mam za dużo kasy bo kusi mnie okropnie by sobie coś kupić, ale z drugiej strony wiem że powinnam wrzucić na Fundusz Tokijski ;-)
ale chciałabym sobie coś kupić, tylko nie wiem co xD
ale chciałabym sobie coś kupić, tylko nie wiem co xD
...?
Posted in on 21:46 by A.
Czuję się winna... bo powinnam być smutna i zła a oglądanie zdjęć powinno być bolesne, a nie jest. Przynajmniej na razie póki jest ich wciąż nie za wiele.
Choć odkąd pojawiają się kolejne (indywidualne) zdjęcia jest coraz gorzej, choć wciąż bez tragedii.
Może później...
a jak nie?
Choć odkąd pojawiają się kolejne (indywidualne) zdjęcia jest coraz gorzej, choć wciąż bez tragedii.
Może później...
a jak nie?
Mama i ja - part 1
Posted in kryptonim "marzenia", Mamusia on 00:19 by A.
Pokazałam mamie jak wygląda Kokuritsu i koncerty na Kokuritsu (kawałek "5x10 Tour" z widokiem na widownie), no i mówię że tam jest 70 000 miejsc. Mama lekko zbladła.
Mama: Jeszcze bardziej się niepokoję.
Ja: Oj mamo, nie masz się co martwić
M. Ale będziesz tam zupełnie sama
J: Nie będę. Będę tam ja i 69 999 innych fanek xD
Mama: Jeszcze bardziej się niepokoję.
Ja: Oj mamo, nie masz się co martwić
M. Ale będziesz tam zupełnie sama
J: Nie będę. Będę tam ja i 69 999 innych fanek xD
^^
Posted in Arashi on 22:28 by A.
oglądam sobie koncercik Arashi i jak zwykle miałam dreszcze.
A do tego uświadomiłam sobie "o Boże, ja naprawdę ich zobaczę"...
A do tego uświadomiłam sobie "o Boże, ja naprawdę ich zobaczę"...
xD
Posted in Arashi on 21:40 by A.
Jak coś robić to tylko z rozmachem - jestem fanką najpopularniejszego (i najdroższego) zespołu w Japonii xD
ale i tak ich kocham ^^
ale i tak ich kocham ^^
kto pyta nie błądzi, ne?
Posted in kryptonim "marzenia" on 00:03 by A.
wzięłam się w garść.
Pierwsze kroki poczynione, no dobra drugie kroki.
Pierwsze to oszczędzanie (które jest w toku).
A drugie?
wreszcie wysłałam maile z pytaniami do Amandy i Gimmick.
Pierwsze kroki poczynione, no dobra drugie kroki.
Pierwsze to oszczędzanie (które jest w toku).
A drugie?
wreszcie wysłałam maile z pytaniami do Amandy i Gimmick.
takie tam przemyślenia większe i mniejsze
Posted in kryptonim "marzenia" on 21:02 by A.
Kolejnym znakiem, że ja chyba jednak nie do końca „musiałam teraz zaraz natychmiast jechać na SuJu” jest fakt że w sumie dosyć łatwo i szybko z tego całego przedsięwzięcia zrezygnowałam. Wystarczyło kilka odmów z banków (i okres mi się skończył). A prawda jest taka, że gdyby mi naprawdę (ale tak naprawdę naprawdę) bardzo zależało to stanęłabym na głowie by to załatwić. Wystarczyłoby porozmawiać z Michałem żebyśmy wzięli „wspólny” kredyt (czyli on daje zarobki, ja spłacam) albo nawet z mamą. Fakt cała wyprawa byłaby czystym szaleństwem załatwianym na wczoraj, ale udałoby się.
Ale nie jest też tak, że ja SuJu już nie lubię. Bo kocham ich bardzo i są bardzo ważni dla mnie. Nadal cholernie mnie boli serce jak sobie pomyślę „że mogłam”. Ciężko mi się momentami słucha ich piosenek, bo wiem „że mogłam ich słuchać na żywo”. Ciężko mi się przegląda zdjęcia i fancamy.
Fakt, że teraz troszkę inaczej do tego podchodzę, bo jestem rozhormonalizowana przedokresowo (tak jak miesiąc temu gdy planowałam wyprawę na SJ xP), bo ostatnio nie było już tak źle i aż tak nie cierpiałam. Pewnie to też dlatego, że na jakiś czas nieco się wycofałam ze świata SuJu. Mentalnie się na nich troszkę zamknęłam, by załagodzić nieco ból. I jakoś się udało. Wszystko pewnie jednak powróci ze zdwojoną siłą za 10 dni, kiedy pojawią się pierwsze materiały z „mojego” (niedoszłego) koncertu w Yokohamie.
Gdybym miesiąc temu miała pieniądze to długo bym się nie zastanawiała i po prostu bym kupiła bilety, samolot, hotel. Ale jak zwykle wszystko rozbija się o pieniądze.
A ja z czystym masochizmem sprawdzam dostępność (coraz tańszych) biletów na ticket.co.jp :/
Nadal nie wiem czym dobrze zrobiłam, że tak łatwo w sumie z tego zrezygnowałam, że nie zrobiłam wszystkiego co było możliwe żeby jednak zobaczyć Super Junior na żywo. Pewnie do końca fanowskiego życia będę żałować tej decyzji. Bo to jednak byłaby zajebista sprawa zobaczyć całą 13 razem na scenie, choćby z daleka.
Ale z drugiej strony (że się posłużę cytatem)… kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno. I może nie zrobiłam wszystkiego co możliwe by zobaczyć SuJu (choć wcale nie jest powiedziane, ze nigdy w życiu ich nie zobaczę. Może nie w pełnym składzie, może nie w tym roku, może nie za rok ale nigdy nic nie wiadomo), to nie porzuciłam szalonych koncertowych planów. Postaram się zrobić wszystko by zobaczyć Arashi. I uda mi się, bo w to mocno wierzę. Wiele wspaniałych osób mnie wspiera – mama, przyjaciółki. Wystarczy mi, że mnie nie potępiają i nie próbują wybijać mi pomysłu z głowy.
Dobrze, że mam chwilę czasu i na przemyślenia i na oszczędzanie. Bo już jedną ważną rzecz sobie przemyślałam. Bo pierwotnie myślałam, że kredyt wezmę dopiero pod koniec, tuż przed wyjazdem. Ale tak sobie uzmysłowiłam, że to błędne myślenie i właściwie bezsensowne. Wsparcie z banku muszę wziąć po podjęciu decyzji, że na pewno jadę i kiedy będę pierwsze zakupowe rozmowy z Amandą prowadzić. Bo o ile być może na bilet na koncert będę miała z uzbieranych pieniędzy, to w tym samym czasie mniej więcej przydałoby się kupić bilet na samolot (bo pewnie im bliżej wylotu tym drożej a ja bym chciała mieć pewność, że polecę i nie wydam majątku). Nie wiem też jak z hotelem – czy będę musiała zapłacić od razu czy dopiero po przyjeździe.
Czyli plan finansowo-zakupowy wygląda tak: decyzja -> rozmowy z Amandą -> bank -> zakupy ^^
Ale nie jest też tak, że ja SuJu już nie lubię. Bo kocham ich bardzo i są bardzo ważni dla mnie. Nadal cholernie mnie boli serce jak sobie pomyślę „że mogłam”. Ciężko mi się momentami słucha ich piosenek, bo wiem „że mogłam ich słuchać na żywo”. Ciężko mi się przegląda zdjęcia i fancamy.
Fakt, że teraz troszkę inaczej do tego podchodzę, bo jestem rozhormonalizowana przedokresowo (tak jak miesiąc temu gdy planowałam wyprawę na SJ xP), bo ostatnio nie było już tak źle i aż tak nie cierpiałam. Pewnie to też dlatego, że na jakiś czas nieco się wycofałam ze świata SuJu. Mentalnie się na nich troszkę zamknęłam, by załagodzić nieco ból. I jakoś się udało. Wszystko pewnie jednak powróci ze zdwojoną siłą za 10 dni, kiedy pojawią się pierwsze materiały z „mojego” (niedoszłego) koncertu w Yokohamie.
Gdybym miesiąc temu miała pieniądze to długo bym się nie zastanawiała i po prostu bym kupiła bilety, samolot, hotel. Ale jak zwykle wszystko rozbija się o pieniądze.
A ja z czystym masochizmem sprawdzam dostępność (coraz tańszych) biletów na ticket.co.jp :/
Nadal nie wiem czym dobrze zrobiłam, że tak łatwo w sumie z tego zrezygnowałam, że nie zrobiłam wszystkiego co było możliwe żeby jednak zobaczyć Super Junior na żywo. Pewnie do końca fanowskiego życia będę żałować tej decyzji. Bo to jednak byłaby zajebista sprawa zobaczyć całą 13 razem na scenie, choćby z daleka.
Ale z drugiej strony (że się posłużę cytatem)… kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno. I może nie zrobiłam wszystkiego co możliwe by zobaczyć SuJu (choć wcale nie jest powiedziane, ze nigdy w życiu ich nie zobaczę. Może nie w pełnym składzie, może nie w tym roku, może nie za rok ale nigdy nic nie wiadomo), to nie porzuciłam szalonych koncertowych planów. Postaram się zrobić wszystko by zobaczyć Arashi. I uda mi się, bo w to mocno wierzę. Wiele wspaniałych osób mnie wspiera – mama, przyjaciółki. Wystarczy mi, że mnie nie potępiają i nie próbują wybijać mi pomysłu z głowy.
Dobrze, że mam chwilę czasu i na przemyślenia i na oszczędzanie. Bo już jedną ważną rzecz sobie przemyślałam. Bo pierwotnie myślałam, że kredyt wezmę dopiero pod koniec, tuż przed wyjazdem. Ale tak sobie uzmysłowiłam, że to błędne myślenie i właściwie bezsensowne. Wsparcie z banku muszę wziąć po podjęciu decyzji, że na pewno jadę i kiedy będę pierwsze zakupowe rozmowy z Amandą prowadzić. Bo o ile być może na bilet na koncert będę miała z uzbieranych pieniędzy, to w tym samym czasie mniej więcej przydałoby się kupić bilet na samolot (bo pewnie im bliżej wylotu tym drożej a ja bym chciała mieć pewność, że polecę i nie wydam majątku). Nie wiem też jak z hotelem – czy będę musiała zapłacić od razu czy dopiero po przyjeździe.
Czyli plan finansowo-zakupowy wygląda tak: decyzja -> rozmowy z Amandą -> bank -> zakupy ^^
czas się brać do roboty
Posted in kryptonim "marzenia" on 00:37 by A.
co prawda chwilowo bardzo dużo tego jeszcze nie ma, ale muszę wziąć się w garść i wysłać te maile a nie tylko trzymać je napisane na karteczkach. Bez tej podstawowej wiedzy moja wyprawa lekko nie ma sensu ;)
na razie plan to wysłać maile z pytaniami o bilety (na razie ogólne) do Amandy i Gimmick_Game
a w dalszym czasie zrobić resaerch w hotelach w Japoni
i przede wszystkim odkładać z każdej pensji minimum 500zł
muszę popatrzeć co mogłabym sprzedać i sobie dorobić nieco
na razie plan to wysłać maile z pytaniami o bilety (na razie ogólne) do Amandy i Gimmick_Game
a w dalszym czasie zrobić resaerch w hotelach w Japoni
i przede wszystkim odkładać z każdej pensji minimum 500zł
muszę popatrzeć co mogłabym sprzedać i sobie dorobić nieco
:/
Posted in on 00:56 by A.
nienawidzę się tak czuć, nienawidzę. Ni to złość, ni to smutek, ni depresja. Wszystko naraz. I jeszcze praca.
W ogóle wszystko jest do kitu i do bani...
chcę pójść spać i obudzić się za pół roku
W ogóle wszystko jest do kitu i do bani...
chcę pójść spać i obudzić się za pół roku
...
Posted in on 23:19 by A.
Tak mi trochę, nie wiem jak to określić, wstyd? skrępowanie? zakłopotanie? głupio? w stosunku do moich Przyjaciółek, z powodu mojej wyprawy na Dzikich Azjatyckich Chłopów i całej jej otoczki finansowej...
Jakoś mi tak niefajnie. Bo z jednej strony trudno ukrywać ile taki wypad kosztuje i trudno go ukrywać, a z drugiej strony to wiem że jestem rozpieszczoną smarkulą...
Przepraszam Dziewczynki!
Jakoś mi tak niefajnie. Bo z jednej strony trudno ukrywać ile taki wypad kosztuje i trudno go ukrywać, a z drugiej strony to wiem że jestem rozpieszczoną smarkulą...
Przepraszam Dziewczynki!
tabelki
Posted in praca on 03:15 by A.
ostatni dni zajęły mi cholerne tabelki na kontrolę. Jeśli dobrze policzyłam spędziłam nad nimi jakieś 30-35 godzin (może nawet więcej). Siedziałam nad nimi dniami i nocami. Wiem, że tak naprawdę nie miałam wyboru bo po za mną nikt by ich w takim czasie nie zrobił. Właściwie nikt po za mną by ich w ogóle nie zrobił. Mimoza jak zwykle by się wykręciła, że przecież ona nie wie jak... yhhh... a ja nie mogę tak powiedzieć. Po za tym momentami mam to cholerne poczucie obowiązku. Właściwie to mogłam zagonić (ha ha ha ha ha) Mimozę do wklepywania części danych. Ale wszyscy wiemy jakby się to skończyło. Ona nic po za swoim nie robi, nic. Nawet jak widziała, ze już dosłownie płakałam ze zmęczenia nad tymi cholernymi tabelkami to nawet nie zapytała czy napiłabym się herbaty. Niestety wypadły mi 3 dni i teraz będę musiała nadrobić stracony czas, bo nawet po prośbach Szefowej Mimoza nie bardzo mi pomogła. No z łaski poukładała mi dokumenty 2 firm (żeby się nie przepracowała). Bez prac w domu się raczej w tym miesiącu nie obejdzie...
Może i jestem materialistką, ale mam nadzieję że coś ekstra za te cholerne tabelki do mojego budżetu wpadnie. Przydałoby się na realizację nadchodzących planów.
Może i jestem materialistką, ale mam nadzieję że coś ekstra za te cholerne tabelki do mojego budżetu wpadnie. Przydałoby się na realizację nadchodzących planów.
jeszcze słów kilka o planie "Agatka jedzie do Japonii na koreański zespół"
Posted in kryptonim "marzenia" on 23:28 by A.
niech ten post będzie ciekawostką, ale i nauką na przyszłość. Że nim się coś zacznie planować lepiej najpierw wszystko dokładnie sprawdzić. I raczej mając więcej czasu niż miesiąc. Co prawda gdybym była bogata to czas nie miałby znaczenia. Jednakowoż lepiej wszystko dokładnie sprawdzić.
Pierwotny plan zakładał, że budżet zamknie się w około 5-6 tys (nie licząc gadżetów, pamiątek, pociągów i żarcia).
samolot - ok 2400
hotel - ok 1000
koncerty (3szt) - ok 1300
i o ile samolot był pewien, hotel mniej więcej, o tyle z biletami na koncert sprawa nie wyglądała już tak różowo po bliższym przyjrzeniu się. Nie mówiąc już o samej dostępności i pewności czy nawet posiadając bilet zostanie się wpuszczonym na imprezę. Cena nominalna biletu na jeden koncert to ok 150$ i tak też radośnie sobie policzyłam. Zapominając o najważniejszym... przecież na rynku wtórnym nie ma szans by dostać bilety w takiej cenie. Trzeba liczyć 2-3 razy tyle. I tu już zaczął mi się budżet rozjeżdżać. Bo zamiast wydać 450$ na 3 bilety, to w rzeczywistości nie starczyło by nawet na dwa. Na jeden koncert głupio lecieć pół świata raczej. Choć w moim przypadku różnie może być xP
I choć musiałam zrezygnować z wyjazdu na Super Junior w lutym :(, to planu szalonego wyjazdu na koncert do Japonii nie odłożyłam zupełnie. Chce zrobić w tym roku coś szalonego dla siebie, więc postanowiłam że jednak pojadę w tym roku do Japonii. I to na koncert. Na koncert mojego najukochańszego zespołu. Na koncert Arashi ^^
Mając doświadczenia (ha ha) z SuJu wiem na co zwrócić uwagę i jak się do tego szalonego planu przygotować by wyszło jak najlepiej. Wstępny plan organizacyjny już się w mojej głowie zarysowuje, a co dalej?
to się okaże
Pierwotny plan zakładał, że budżet zamknie się w około 5-6 tys (nie licząc gadżetów, pamiątek, pociągów i żarcia).
samolot - ok 2400
hotel - ok 1000
koncerty (3szt) - ok 1300
i o ile samolot był pewien, hotel mniej więcej, o tyle z biletami na koncert sprawa nie wyglądała już tak różowo po bliższym przyjrzeniu się. Nie mówiąc już o samej dostępności i pewności czy nawet posiadając bilet zostanie się wpuszczonym na imprezę. Cena nominalna biletu na jeden koncert to ok 150$ i tak też radośnie sobie policzyłam. Zapominając o najważniejszym... przecież na rynku wtórnym nie ma szans by dostać bilety w takiej cenie. Trzeba liczyć 2-3 razy tyle. I tu już zaczął mi się budżet rozjeżdżać. Bo zamiast wydać 450$ na 3 bilety, to w rzeczywistości nie starczyło by nawet na dwa. Na jeden koncert głupio lecieć pół świata raczej. Choć w moim przypadku różnie może być xP
I choć musiałam zrezygnować z wyjazdu na Super Junior w lutym :(, to planu szalonego wyjazdu na koncert do Japonii nie odłożyłam zupełnie. Chce zrobić w tym roku coś szalonego dla siebie, więc postanowiłam że jednak pojadę w tym roku do Japonii. I to na koncert. Na koncert mojego najukochańszego zespołu. Na koncert Arashi ^^
Mając doświadczenia (ha ha) z SuJu wiem na co zwrócić uwagę i jak się do tego szalonego planu przygotować by wyszło jak najlepiej. Wstępny plan organizacyjny już się w mojej głowie zarysowuje, a co dalej?
to się okaże
Enigmatycznie
Posted in kryptonim "marzenia" on 22:36 by A.
do tej pory posty (ha! całe dwa) były dość enigmatyczne i tajemnicze. Tak naprawdę nie było to spowodowane niczym szczególnym. Tak po prostu wyszło.
Im więcej czasu upływa od decyzji, że plan nie zostanie zrealizowany tym bardziej wydaje mi się szalony i momentami głupi. Trzeba mieć naprawdę nie równo pod sufitem by coś takiego zaplanować...
chciałam w miesiąc mniej więcej zorganizować sobie wyjazd do Japonii na 5-6 dni (z czego dwa to miały zajmować przeloty w te i z powrotem) na koncert (dwa koncerty) jednego z moich ukochanych zespołów - Super Junior. I chciałam polecieć tam zupełnie sama. I na tą odrobinę szaleństwa i masę szczęścia chciałam wydać 6-8 tys zł, z czego podstawę miał stanowić kredyt z banku. I pewnie gdyby jakiś bank był chętny dać mi te pieniądze na względnie dogodnych warunkach dziś pewnie byłabym w szale załatwiania hotelu w Yokohamie. Niestety banki nie były chętne się ze mną wiązać na dłuższy okres, a co za tym idzie plan nadal zostaje tylko w sferze marzeń.
Może i dobrze się stało...
Choć z drugiej strony bardzo bardzo bardzo żałuję, bo chciałabym (moje serce i dusza wprost się rwą) zobaczyć ich na żywo. Przekonać się, że uśmiech Leeteuka naprawdę jest taki czarujący, Sungmin jest słodki jak ciężarówka cukru, Siwon ma zniewalający ABS a Eunhyuk to prawdziwa dance machine.
Niestety los zdecydował inaczej. A mnie coraz ciężej ogląda się zdjęcia i fancamy z najnowszych koncertów, bo cały czas myślę "że przecież ja też mogłam ich zobaczyć na żywo", "że tak blisko było do spełnienia, a zarazem tak daleko"...
że też cholerne pieniądze zawsze muszą wszystko pokrzyżować :/ :/ :/
ale nie tracę nadziei, a nowy plan już się klaruje w mojej głowie. Ale o tym może później :)
Im więcej czasu upływa od decyzji, że plan nie zostanie zrealizowany tym bardziej wydaje mi się szalony i momentami głupi. Trzeba mieć naprawdę nie równo pod sufitem by coś takiego zaplanować...
chciałam w miesiąc mniej więcej zorganizować sobie wyjazd do Japonii na 5-6 dni (z czego dwa to miały zajmować przeloty w te i z powrotem) na koncert (dwa koncerty) jednego z moich ukochanych zespołów - Super Junior. I chciałam polecieć tam zupełnie sama. I na tą odrobinę szaleństwa i masę szczęścia chciałam wydać 6-8 tys zł, z czego podstawę miał stanowić kredyt z banku. I pewnie gdyby jakiś bank był chętny dać mi te pieniądze na względnie dogodnych warunkach dziś pewnie byłabym w szale załatwiania hotelu w Yokohamie. Niestety banki nie były chętne się ze mną wiązać na dłuższy okres, a co za tym idzie plan nadal zostaje tylko w sferze marzeń.
Może i dobrze się stało...
Choć z drugiej strony bardzo bardzo bardzo żałuję, bo chciałabym (moje serce i dusza wprost się rwą) zobaczyć ich na żywo. Przekonać się, że uśmiech Leeteuka naprawdę jest taki czarujący, Sungmin jest słodki jak ciężarówka cukru, Siwon ma zniewalający ABS a Eunhyuk to prawdziwa dance machine.
Niestety los zdecydował inaczej. A mnie coraz ciężej ogląda się zdjęcia i fancamy z najnowszych koncertów, bo cały czas myślę "że przecież ja też mogłam ich zobaczyć na żywo", "że tak blisko było do spełnienia, a zarazem tak daleko"...
że też cholerne pieniądze zawsze muszą wszystko pokrzyżować :/ :/ :/
ale nie tracę nadziei, a nowy plan już się klaruje w mojej głowie. Ale o tym może później :)
czy kierujesz się sercem czy rozumem...
Posted in kryptonim "marzenia" on 23:53 by A.
Bo o ile jeszcze w niedzielny wieczór ze łzami w oczach byłam pewna swojego pomysłu i zdolna byłam drzeć szaty byle by tylko spełnić moje marzenie. O tyle w chwili obecnej już bardziej racjonalnie do tego pomysłu podchodzę. Widzę, że całość miała więcej minusów aniżeli plusów. Choć serce mówi mi coś zupełnie innego. Bo czyż czasem nie trzeba czegoś poświęcić dla chwili radości.
Jest mi z tego powodu przykro, ale życie zweryfikowało moje marzenia. I chyba powinnam podziękować bankowi, ze jednak nie bardzo chce się ze mną związać na dłuższy czas.
Jestem rozbita (i to nie tylko z powodu przeziębienia). Bo wiem, ze obie decyzje na swój sposób są/byłyby słuszne.
ale bez nerwów... jest nowy pomysł xD
Jest mi z tego powodu przykro, ale życie zweryfikowało moje marzenia. I chyba powinnam podziękować bankowi, ze jednak nie bardzo chce się ze mną związać na dłuższy czas.
Jestem rozbita (i to nie tylko z powodu przeziębienia). Bo wiem, ze obie decyzje na swój sposób są/byłyby słuszne.
ale bez nerwów... jest nowy pomysł xD
Marzenia
Posted in kryptonim "marzenia" on 01:36 by A.
Nad tym tematem ryczę od dwóch dni. Ryczę bo nie wiem co mam robić.
Rozum swoje, serce swoje. I każde ma rację.
Cały czas zastanawiam się nad zadanym na Facebooku pytaniu "Ile bylibyśmy w stanie zrobić by spełnić nasze marzenia". Co prawda mało kto mi odpisał, ale spoko. Wystarczy, ze ja ten temat ostatnio wałkuję w tę i z powrotem. Co ma zrobić?
Między mną a moim mega szalonym (i zupełnie nieracjonalnym) marzeniem stoi 6 tysięcy złotych (a właściwie to nawet koło 8, ale 2 jakoś nazbieram więc nadal brakuje 6).
Zdaję sobie z tego sprawę, ze to jest potwornie dużo pieniędzy. Jakby nie patrzeć 4 moje pełne pensje. Cztery miesiące prac. Gdybym miała nieco więcej czasu pewnie część tej kwoty bym oszczędziła. Ale niestety najgorsze jest to, że ja nie mam zupełnie czasu. I właściwie kredyt z banku powinnam dostać wczoraj.
Tak... niestety bez kredytu się nie obejdzie.
No ale wracając do zagadnienia...
ile jest dla mnie warte marzenie?
jak bardzo jest dla mnie ważne??
ile jestem w stanie dla niego zrobić???
i właśnie dlatego ryczę, bo nie wiem co mam robić.
rodziców mam podzielonych - mama podobnie jak ja jest bardziej jak "serce", tata to "rozum".
Choć tata na razie wie tylko o pożyczce, wciąż nie wie na co mi ona.
i na razie niech tak zostanie, nie zrozumiałby
ale ani on, ani mama, ani nawet milion przyjaciółek nie podejmie za mnie tej decyzji. To musi być moja własna decyzja.
A teraz idę się z problemem przespać (choć wczoraj nie mogłam z jego powodu zasnąć).
i czekać na 2 albo 3 telefony jutro.
Rozum swoje, serce swoje. I każde ma rację.
Cały czas zastanawiam się nad zadanym na Facebooku pytaniu "Ile bylibyśmy w stanie zrobić by spełnić nasze marzenia". Co prawda mało kto mi odpisał, ale spoko. Wystarczy, ze ja ten temat ostatnio wałkuję w tę i z powrotem. Co ma zrobić?
Między mną a moim mega szalonym (i zupełnie nieracjonalnym) marzeniem stoi 6 tysięcy złotych (a właściwie to nawet koło 8, ale 2 jakoś nazbieram więc nadal brakuje 6).
Zdaję sobie z tego sprawę, ze to jest potwornie dużo pieniędzy. Jakby nie patrzeć 4 moje pełne pensje. Cztery miesiące prac. Gdybym miała nieco więcej czasu pewnie część tej kwoty bym oszczędziła. Ale niestety najgorsze jest to, że ja nie mam zupełnie czasu. I właściwie kredyt z banku powinnam dostać wczoraj.
Tak... niestety bez kredytu się nie obejdzie.
No ale wracając do zagadnienia...
ile jest dla mnie warte marzenie?
jak bardzo jest dla mnie ważne??
ile jestem w stanie dla niego zrobić???
i właśnie dlatego ryczę, bo nie wiem co mam robić.
rodziców mam podzielonych - mama podobnie jak ja jest bardziej jak "serce", tata to "rozum".
Choć tata na razie wie tylko o pożyczce, wciąż nie wie na co mi ona.
i na razie niech tak zostanie, nie zrozumiałby
ale ani on, ani mama, ani nawet milion przyjaciółek nie podejmie za mnie tej decyzji. To musi być moja własna decyzja.
A teraz idę się z problemem przespać (choć wczoraj nie mogłam z jego powodu zasnąć).
i czekać na 2 albo 3 telefony jutro.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






